Usiadłem przy oknie i wtuliłem się w mięciutki fotel który pachniał waniliom. Piętnaście minut później zaczęliśmy unosić się w górę, co było znakiem, że mogę iść spać. Cały lot spędziłem właśnie na spaniu, jedzeniu i wygłupianiu się z chłopakami. Po trzy godzinnym locie wkońcu dolecieliśmy do miasta grzechu i rozpusty !
Tuż przy wyjściu czekali na nas dwaj ochroniarze, którzy wcześniej odebrali nam bagaże. Przepychaliśmy się przez tłumy ludzi w których zalazło się kilku moich fanów, podpisałem im parę autografów i wykończony wróciłem do limuzyny. Tam otworzyliśmy wcześniej dla nas przygotowanego szampana i rozpoczęliśmy ten wspaniały weekend jak należało.
3 miesiące później
W wesołym nastroju poszedłem do kuchni aby zaspokoić głód. Otworzyłem lodówkę, która jak zawsze była pełna pysznego jedzenia. Wyciągnąłem lazanie, którą przygotowała mi mama przed swoim wyjazdem do przedszkola, i spróbowałem ją podgrzać. Niestety nawet w tym nie jestem dobry. Sos za mocno się zagotował i wszystko rozlało oraz rozprysnęło się na całą kuchnię. Zaskoczony tą całą sytuacją, zacząłem rozglądać się po pomieszczeniu i szukałem jakiejś ścierki. Nie za często tutaj urzęduję więc nie wiem, gdzie co leży. Po kilkuminutowym rozglądaniu się po kuchni, ujrzałem ręczniczek. Namoczyłem tkaninę i zacząłem nią sprzątać. Najpierw od blatu, a skończyłem na podłodze... Po nieplanowanej akcji, włożyłem resztki do talerza i poszedłem z nim do jadalni by zjeść posiłek w spokoju. Usiadłem na sofie i włączyłem TV. Akurat leciała „Hannah Montana”, więc pogłośniłem i rozsiadłem się wygodniej. W pewnym momencie była śmieszna akcja, dostałem ataku padaczki i cała zawartość talerza znalazła się na mojej koszulce.
- Justin, synku coś ty narobił ! - Usłyszałem głos swojej mamy który z każdą sekundą nabywał błagalny ton. Ciekawiło mnie tylko skąd ona się tutaj wzięła, miała przecież być po Jaxona w przedszkolu, coś za szybko wróciła. Wzruszyłem tylko ramionami i odsunąłem się na bok aby dać mamie działać.
Nie ma to jak dorosły facet mieszkający ze swoją mamą, tatą i rodzeństwem. Tak, ku mojemu zdziwieniu moi rodzice znów są razem i w piątkę mieszkami w naszym starym domu w Stratford. Oczywiście często jestem poza nim ale oficjalnie mieszkam tutaj. Z moich planów na życie nic nie wyszło, ja po po prostu się do tego nie nadawałem. Dalej myślę o Channel i nie potrafię się dobrze bawić bez niej. Owszem jak każdy w moim wieku lubię iść z kumplami na miasto i się zabawić ale taki tryb życia na dłuższą metę to nie dla mnie, ja jednak wole własny dom i rodzinę w której brakuje jedynie jednej osoby. Wogóle pobyt z chłopakimi w Las Vegas okazał się jedną wielką klapą. Aż szkoda wspominać so się tam działo. Okna mojego hotelowego pokoju skierowane były na wielki bilbord promujący wiosenną kolekcje Nilsa Vuittona, twarzą tej kolekcji był nie kto inny jak Channel Black. Pokojówki zawinęły cześć moich rzeczy, głównie bielizne i jeszcze kilka osobistych pierdół. Ale jedną z najgorszych rzeczy było to gdy chłopaki spili się do nieprzytomności i na środku ulicy zarzygali mi nowiutkie Supry, zdjęcie z tego wydarzenia wylądowały na pierszych stronach gazet !
Poszedłem do siebie do pokoju aby pozbyć się tych ufajdanych ciuchów. Przebrałem się i trochę odświeżyłem. Znów poszedłem do kuchni gdzie moja mama sprzątała po mnie to czego ja nie zauważyłem.
- Przepraszam... - Mruknąłem pod nosem. Mama tylko pokiwałam głową a potem zrobiła dosyć dziwną minę.
- Justin, mam do ciebie jedną sprawę muszę zaraz zawieść Jazmyn na balet. Mógłbyś coś dla mnie zrobić ?
- Pewnie, a co ?
- Na samym końcu ulicy, ten zielony domek, wiesz który prawda ? Tam wprowadzili się nasi nowi sąsiedzi. Idź tam i zaproś ich na następną sobotę na obiad. - Na tą wieść przewróciłem teatralnie oczami i się zgodziłem. Raczej innego wyjścia nie miałem. Ubrałem czarne buty z DC które miały w środku ciepłe futerko i kurtkę. Przez niecałą minute szedłem przed siebie a potem zapukałem do drzwi. Jeden raz nacinąłem dzwonek a potem drugi i trzeci aż wkońcu zrezygnowałem. Obróciłem się i postawiłem już jedną nogę na schodu gdy usłyszałem ze drzwi się otwierają. W progu stała niska, drobna blondyna o błękitnych oczach i mlecznej karnacji. Uśmiechnęła się do mnie nieśmiało a z jej ust wydobyło się "W czy mogę pomóc ?"
- Ty jesteś Alison Price ? - Zapytałem spoglądając na blondynę.
- Nie to moja mama, a przekazać coś ? - Dziewczyna oparła się o framugę drzwi, miałem już coś powiedzieć ale pod moje nogi nagle wbiegł jakiś pies nie trwało to długo, zwierzak pobiegł w stronę furtki którą zostawiłem otwartą. Dziewczyna krzyknęła ale to nic nie dało, pies biegł dalej. Sekundę później usłyszeliśmy pisk opon i skomlenie psa. Blondyna nie zwracając an nic uwagi odepchnęła mnie z ogromną siłą i pobiegła przed siebie. Nie patrząc na nic ruszyłem za nią. To co oboje zobaczyliśmy przeraziło nas. Dziewczyna klęknęła na środku drogi.
- Nie ! - Nie krzyknęła rozpaczliwym głosem. - Błagam.. - Dodała po chwili bardzo cicho ale ja i tak to słyszałem. Spojrzała na niewielką kałuże krwi i zmarszczyła nos, spuściła głowę, zaczęła cicho szlochać. Wokół tego całego zdarzenia zebrał się spory tłum gapiów. Nie mogłem na to patrzeć a to wszystko była moja wina, bo to ja nie zamknąłem tej furtki ! Nasza znajomość zaczęła się w naprawdę świetny sposób. Złapałem ją w pasie i odciągnęłam od tego wszystkiego. Udaliśmy się na bok a wtedy dziewczyna mocno się we mnie wtuliła, po chwili moja kurtka była cała mokra, próbowałem ją uspokoić ale w tym momencie było to nie możliwe. Podeszła do nas jakaś kobieta.
- Kim kol wiek jesteś zabierz ją do domu, ja się wszystkim zajmę. - Powiedziała surowym tonem, zrobiłem to co mi kazała. Dosłownie siłą zaciągnąłem ją do środka i posadziłem na jakimś fotelu, chyba w salonie.
- Jesteś tutaj ? - Spytałem machając jej dłonią przed oczami.
- Tak.. -Odpowiedziała.
- Gdzie jest łazienka? Musisz się umyć.
- Na górze - Odpowiedziała nadal nieobecna. Złapałem ją za rękę i poszliśmy na pierwsze piętro. - Tutaj. - wskazała na pierwsze napotkane drzwi. Weszliśmy do środka. Posadziłem mnie na skraju wanny i zacząłem się jej przyglądać. Krew z która znajdowała się na jej rękach przeniosła się nawet na jej twarz.
- Jak masz na imię ?
- Kayla
- Ładne imię, a ile masz lat ?
- Siedemnaście
- Jak się czujesz ?
- Źle - Zadając jej te pytania chciałem jakoś wybudzić ją z tego transu. Dziewczyna spojrzała mi w oczy i znów zaczęła płakać. Przytuliłem ją delikatnie.
- Ciii... Tylko nie płacz
- Przypominasz mi kogoś. - Szepnęła mi do ucha. Wtedy do łazienki weszła ta sama kobieta która kazała mi zaprowadzić Kayle do domu. Zapewne była to jej mama. Kayla odrazu uwolniła się z mojego uścisku i podbiegła do kobiety.
- Już dobrze, uspokój się... - Powiedziała gładząc ją po włosach. - Kim jesteś ? - Zapytała zwracając się do mnie.
- Jestem Justin, Justin Bieber. - Odpowiedziałem. Wtedy Blondynka spojrzała na mnie z szeroko otwartymi oczami. - Moja mama kazały mi tutaj przyjść i zaprosić was na obiad w przyszłą sobote.
* * *
Jak zwykle mogło być lepiej, ale tym razem nie będę się użalać jak to jest źle. Spróbuje krótko tutaj coś napisać ale nie wiem czy mi się uda:- Hasło odgadnięte: Koniec przygód Channel i Justina w trzeciej części - i to dosłownie.
- Dodałam zakładke "Bohaterowie"
- Dodałam zakładke "Wasze blogi - już niedługo ją uzupełnie.
- Blog http://who-owns-my-heart.blogspot.com/ jest zamknięty dla wszytskich i nikogo tam nie zaprosze.
- Następny rozdział będzie jakoś w następny czwartek, wyjeżdżam na weekend i znów mam tydzień pełen sprawdzianów.
- Ma tutaj być 56 komentarzy bo jak nie.. to nic, i tak dodam rozdział ale ma tu ich tyle być. ; D
- Kocham was !. ; ***
See ya!