niedziela, 7 listopada 2010

Rozdział 57 - Zaufaj mi, Channel

Następnego dnia
Czuje się okropnie, i to nawet bardzo. Przez moją głupotę, a raczej nie uwagę zginął niewinny piesek a dziewczyna jest załamana. Ze wstydu mam ochotę zapaść się pod ziemię. Musze to jej teraz jakoś wynagrodzić. Tylko nie wiem jak. Nowy piesek ? A może kupić paprotkę ? Nie, nie mogę jej dać jakiegoś badyla po tym co zrobiłem ! A co mi tam, kupie jej małego ślicznego pieska. Jak nie będzie go chciała wezmę go dla siebie, mam już dwa psy mojego Samiego i Suri którą zostawiła Nel, ale myślę że tym maleństwem tez się będę mógł zaopiekować, lubię zwierzęta.
Poszperałem trochę w internecie gdzie można kupić jakieś naprawdę porządne, ładne i zdrowe pieski. Zapisałem adres jednej z ulic w Toronto, co prawda trzeba jechać jakieś sto trzydzieści kilometrów ale sądzę że będzie warto. Ubrałem się w ciepłe ciuchy i wyszedłem z domu. Z garażu wyprowadziłem swojego czarnego Range Rovera. Po dwóch godzinach dojechałem na Grandear Ave 66. Zaparkowałem pod sklepem i wszedłem do środka. Odrazu w oczy rzucił mi się biały szczeniaczek, był naprawdę słodki. Podszedłem do niego i delikatnie  pogłaskałem.
   - W czym mogę pomoc ? - Spytała sprzedawczyni.
   - Chciałbym kupić pieska, jakiegoś słodkiego szczeniaczka.
   - Psa czy suczkę ?
   - Suczke, ten jest bardzo ładny. - Wskazałem na tego którego zobaczyłem jako pierwszego.
   - Ale to jest właśnie pies, mogę pokazać panu naprawdę ładne suczki, może Yorki ?
   - Nie, tylko nie yorki, nie będzie odpowiedni, jednak chciałbym kupić tego białego. - Powiedziałem głaskając go po jego aksamitnej sierści. Sprzedawczyni uśmiechnęła się do mnie i po chwili dostałem do niego jakieś szampony, smycze, zabawki, gryzaki i karmy. W sumie zapłaciłem ponad tysiąc dolarów ale nadal sądzę że będzie warto. Razem z wielką torbą i psem pod pachą wyszedlem ze sklepu. Wszystko wpakowałem do bagażnika a pieska w kojcu posadziłem na przednie siedzenia.
*
Poprawiłem jeszcze spodnie które cały czas mi spadały, wzięłam kilka głębszych oddechów i byłem już chyba gotowy. Nacisnąłem dzwonek do drzwi. Nie musiałem długo czekać aż ktoś mi otworzy, w progu stanęła Kayla. Wyglądała dziś mizernie, jej mleczna karnacje była trupio blada, włosy związane były w niedbały kucyk a z jej oczu można było odczytać smutek. Fala gorąca oblała moją twarz.
   - Cześć ! - Przywitałem się z dziewczyną nieco zachrypniętym głosem. Natychmiast otrząchnąłem.
   - Hej - Odpowiedziała próbując wywołać sztuczny uśmiech na swojej buzi. - Po co tutaj przyszedłeś ?
   - Chciałem ci wynagrodzić to co się wczoraj stało, choć nie wiem czy można to tak nazwać - Miałem sucho w gardle, mój język był jak kołek, nie mogłem już mówić ale zarazem nie mogłem przestać. - nie wiem czy to odpowiedni prezent i czy go przyjmiesz ale postanowiłem zaryzykować. - Zza bluzy wyjąłem pieska. Schowałem go w dosyć dziwnym miejscu ale nie miałem pomysłu gdzie indziej a tam było mu przy najmniej ciepło. Odrazu przeniosłem swój wzrok na dziewczynę aby sprawdzić jej reakcje. Twarz Kayli nagle rozpromienił szczery uśmiech a oczy zalśniły dziwnym blaskiem.
   - On jej śliczny ! - Pisnęła i natychmiast wzięła go na ręce uśmiechając się do niego po czym robiąc kilka zabawnych min. - On jest naprawdę dla mnie ?
   - Tak.
   - J..ja nie wiem co powiedzieć. On jest uroczy i taki śliczny ! Zupełnie jak Astra gdy była jeszcze szczeniaczkiem. - Ostatnie zdanie z trudem przeszło jej przez gardło i nie wypowiadała go już z taką radością ale było widać że nadal cieszy się z otrzymanego prezentu.
   - Nie musisz nic mówić. To ja powinienem przepraszać cie do końca życia.
   - Justin.. stało się i się już nie odstanie.,, Masz czas ? Może wejdziesz ? - Za proponowała. Zgodziłem się i poszliśmy na górę go niej do pokoju. Jej sypialnie była urządzona w ciepłych barwach. Panowała tutaj miła i przyjemna atmosfera. Usiadłem na fotelu przy oknie i spojrzałem na ściana nad jej łóżkiem na której wisiały dwa plakaty z moim wizerunkiem. Gdy Kayla dostrzegła że to zauważyłem odrazu wykrzywiła twarz w lekki grymas. Posłałem jej uśmiech dając do zrozumienia aby się tym nie przejmowała.
   - No więc jak zamierzasz go nazwać ? - Spytałem.
   - Nie mam żadnego pomysłu.. taka pustka w głowie. A może ty masz jakieś propozycje ?
   - Nazwij go Bieebs ! - Powiedziałem z sarkazmem.
   - Wiesz to naprawdę dobry pomysł. Na pamiątkę że dostałam go od ciebie. Oczywiście jeżeli się zgodzisz na to. Wiesz, Astra była wyjątkowa. Dostałam ja od taty na ósme urodziny, to był taki wyjątkowy prezent.
   - Ja nie pamiętam co dostałem od ojca na ósme urodziny, to było tak dawno temu.. Kiedy masz urodziny ?
   - Trzeciego marca, dokładnie tydzień temu. Miałam jechać na twój koncert do Toronto ale przez tą całą przeprowadzke nic z tego nie wyszło...
   - Obiecuje że kiedyś się tam pojawisz. - Powiedziałem. Na jej twarzy znów pojawił się uśmiech.
   - Było by wspaniale !
   - Będzie, zobaczysz. - Przez następną godzinę bawiliśmy się z Bieebsem i rozmawialiśmy. Mieliśmy okazje się lepiej poznać, to naprawdę miła dziewczyna, nie jest pusta ale przeraża mnie jej śmiech. No ale przecież każdy ma jakieś wady.
   - Mogła bym się ciebie o coś spytać ? - Odezwała się nerwowo przygryzając wargę.
   - Pewnie. - Odpowiedziałem. Nie wiem dlaczego zadała to pytanie wkońcu cały czas się mnie o coś pytała a ja ją. Blondyna odłożyła zmęczonego pieska do kojca.
   - To trochę prywatne więc nie musisz odpowiadać. - Teraz żałowałem że się zgodziłem. Byłem pewien że zapyta mnie o Nel. Gdy wypowiedziała pierwsze słowo odetchnęłam z ulgą bo się myliłem:
   - Jessica Jarrell, ta piosenkara to prawda że...
   -...że była w ciąży ? To nie prawda. Jessica jest pojebana, a raczej chora. Wmówiła wszystkim ze jest w ciąży. W styczniu była na obserwacji w szpitalu bo podejrzewali u niej schizofrenie. Nie wiem czy jest chora czy nie. Nie obchodzi mnie to. - Poczułem wibracje w swojej kieszeni i wyjąłem telefon. To dzwonił Usher który był moim wybawieniem. - Kayla, przepraszam muszę już spadać. Kompletnie zapomniałem ale zaraz spóźnię się na lot i przepadnie mi wywiad.
   - Spoko. Mam nadzieje że się już niedługo zobaczymy.
   - Ja też. - Odpowiedziałam i szybko wyszedłem z jej pokoju.
*
Właśnie wylądowałem w Nowym Jorku. Razem z Dannym ruszyliśmy w stronę terminalu, tam odebraliśmy swoje walizki a potem zostaliśmy przewiezieni do naszego hotelu. Mój przyjaciel cały czas wypytywał mnie o Kayle. Żałuje że mu o niej powiedziałem. Danny twierdzi że powinienem ją zaprosić na jakąś randkę czy coś, pewnie zrobił bym to gdyby była nieco starsza. Nie chce umawiać się z siedemnastolatką a zwłaszcza moją fanką. Nie jestem przekonany do takiego czegoś. Choć Kayla nie zachowuje się przy mnie jak reszta dziewczyn. Przemyśle to jeszcze. Wkońcu dojechaliśmy do hotelu. Zameldowaliśmy się w recepcji i odrazu poszliśmy się do siebie do pokojów. Zmęczony dzisiejszym dniem natychmiast poszedłem spać. Jutro mam wywiad z samego rana w radiu, sesje zdjęciową a na zakończenie dnia koncert.
*
Było mi gorąco i to nawet bardzo. Coś ścisnęło mnie za gardło a całe ciało było jak z waty.
   - Justin, Justin obudź się ! - Ktoś krzyczał bardzo głośno tuż przy moim uchu. Gdy otworzyłem oczy zobaczyłem że na skraju mojego łóżka siedzi Danny.
   - Co ty odpierdalasz ? - Wymruczałem z trudem. - Jak ty się tutaj w ogóle dostałeś ? Pali się czy co ?!
   - Miałeś chyba jakiś koszmar, myślałem że cie zabijają czy coś bo obudziłeś ludzi z sąsiednich pokojów ! Krzyczałeś przez sen "Zaufaj mi, Channel". Ja się o ciebie naprawdę martwię.. - Z trudem podniosłem się do pozycji siędzącej.
   - Danny wyjdź. - Powiedziałem stanowczo. Gdy otwierał usta wyprzedziłem go. - Nic nie mów chce zostać sam. Proszę ... - Zrobił to co mu kazałem. Powoli wygrzebałem się z łóżka i stanąłem przed ogromnym lustrem które znajdowało się w łazience. Wyglądałem źle, schudłem to było pewne, wogóle dziwnie wyglądałem... Nagle świat zawirował mi przed oczami a moje plecy drżały od tłumionego płaczu. Straciłem panowanie nad sobą, poczułem łzy na moich policzkach. Byłem już na samym dnie rozpaczy i w żaden sposób nie mogłem tego zmienić.
* * *
  • Klikać tutaj, polecam to opowiadanie, proszę abyście czytali i komentowali -> klik
  • Dodaje rozdział wcześniej tylko dlatego że muszę wyjaśnić kilka spraw.
  • Pytacie się jak nazywa się "Danny" więc naprawdę Eduardo Surita
  • Nie uzupełniłam zakładki "Wasze blogi" bo skasowałam archiwum. Jeżeli chcecie aby był tam adres waszego bloga to pisać na GG do mnie swój login z bloggera i adresy.
  • A TERAZ CHYBA NAJWAŻNIEJSZE:  Chodzi tutaj o nieobecność Nel. Z początku napisałam tutaj długie wyjaśnienie ale je usunęłam bo stwierdziłam że to nie miało by sensu. Tak wogóle to ja wywołałam niezłe zamieszanie (zupełnie nie potrzebnie) podając wam hasło które dotyczny części III, źle sformułowałam to hasło i przepraszam ale i tak to tylko puste słowo... Mając na myśli zdarzenia w III części napisałam wam: Koniec przygód Justina i Channel w trzeciej części i ominęłam jedno słowo które było tutaj bardzo potrzebne nie podam go teraz bo nie, będziecie czytać dalsze rozdziały zobaczycie czego brakuje. I mam już napisaną prawie całą III część więc zmieniać nic nie będę. Powiem tylko że: są tam scenki oczami Nel - Emilka może potwierdzić jak ktoś nie wierzy.
  • Smutno też mi jest z tego powodu że tyle osób ma zamiar już nie czytać, ale ja nikogo zatrzymywać nie będę.
  • Przepraszam też za błędy ale nie chce mi się poprawiać i za to że jest mało akcji (rozdział chyba nudny)
  • No a jak moje opowiadanie się wam nie odpowiada to powiem tak bo głównie anonimy normalnym jązykiem nie rozumieją: wypierdalać, mam 13 lat i pisze jak umiem. to się głównie tyczy anonimów którzy nie mają odwagi się podpisać.
See ya !